|
Written by tomek
|
|
Thursday, 26 April 2012 16:11 |
|
Sąd Okręgowy w Świdnicy nie miał wątpliwości: 52-letni pomocnik trenera sekcji bokserskiej ze Strzegomia gwałcił i molestował nieletnich chłopców. Został za to skazany na 12 lat pozbawienia wolności, a po odbyciu kary umieszczenie na terapii w ośrodku zamkniętym. Dodatkowo Mirosław O ma zakaz kontaktu i zbliżania się do pokrzywdzonych przez 10 lat. Uzasadnienia wyroku nie poznaliśmy, bo cały proces był utajniony ze względu na pokrzywdzonych. Przypomnijmy. W styczniu do sądu trafił akt oskarżenia. Zdaniem prokuratury Mirosław O. molestował i gwałcił 3 chłopców. Dwaj mieli po 11 lat, trzeci 14. Do trzeciej ofiary prokuratorzy dotarli po dwóch miesiącach śledztwa. Od momentu zatrzymania mężczyzny i postawienia mu zarzutów gwałtu i molestowania seksualnego dwóch 11-letnich chłopców, prokurator przesłuchiwał wszystkich, którzy mieli do czynienia z pedofilem. Przesłuchano aż 60 osób. Jedna z nich, dziś 14-latek przyznał, że też był przez kilka lat przez mężczyznę krzywdzona. Mirosław O. miał zwabiać go do garażu i pomieszczenia gospodarczego w hali sportowej. Tu, w zamian za słodycze i drobne upominki, zmuszał dziecko do seksu. Chłopiec nie chciał tego robić, ale wtedy Mirosław O. szantażował go. Sprawa Mirosława O. , nazywanego przez dzieci w Strzegomiu Shrekiem, wyszła na jaw w październiku 2011 roku, dzięki czujności jednej z mam. Usłyszała ona telefoniczną rozmowę syna z podejrzanym, która ją zaniepokoiła. Zaczęła pytać o co chodzi i dziecko w końcu płacząc przyznało się do wszystkiego.
źródło: naszemiasto.pl |
|
Last Updated on Thursday, 26 April 2012 16:13 |
|
Likwidują szkoły w całym województwie. |
Ponad 30 proc. z ok. 80 uchwał intencyjnych ws. likwidacji szkół, złożonych przez samorządy do Dolnośląskiego Kuratorium Oświaty, dotyczy placówek oświatowych, w których w ostatnich latach nie było naboru. Jak poinformowała PAP rzeczniczka Dolnośląskiego Kuratora Oświaty, Janina Jakubowska, samorządy z regionu złożyły do kuratorium około 180 uchwał intencyjnych ws. likwidacji, przekształceń i łączenie przedszkoli, szkół podstawowych, gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych. Z tego samej likwidacji dotyczy ok. 80 takich uchwał. "Co najmniej jedna trzecia z proponowanych likwidacji dotyczy szkół, które de facto nie istnieją. Placówki te nie mają uczniów" - powiedziała Jakubowska. Przykładem może być szkoła policealna w Piechowicach, której mury ostatni absolwenci opuścili w 2008 r. Podobna sytuacja jest w uzupełniającym technikum dla dorosłych oraz w liceum profilowanym w tej miejscowości, gdzie nie ma naboru.W innych przypadkach likwidację lub łączenie szkół samorządy tłumaczą przede wszystkim małą liczbą uczniów. "Wiąże to się też z kwestiami ekonomicznymi" - mówiła Jakubowska. Tak jest np. w gminie Zagrodno, gdzie planowane jest "obniżenie stopnia organizacyjnego czterech szkół podstawowych". Likwidację placówek oświatowych zapowiadają m.in. gmina Nowa Ruda oraz powiaty ząbkowicki i zgorzelecki. W Wałbrzychu zostaną zlikwidowane trzy szkoły podstawowe i jedno gimnazjum oraz połączone jedno gimnazjum z podstawówką. Plany likwidacji tych szkół spotkały się z oporem mieszkańców i placówek oświatowych. Podobnie jak w większości przypadków, także i tu likwidacja szkół podyktowana jest niżem demograficznym. W ciągu pięciu lat liczba uczniów w Wałbrzychu spadła o 1,5 tys. Miasto szacuje, że w pierwszym roku likwidacja tych szkół przyniesie od miliona do dwóch milionów złotych oszczędności. Według danych Dolnośląskiego Kuratorium Oświaty w zeszłym roku zostało zlikwidowanych w regionie 55 szkół
źródło:naszemiasto |
Jedziesz spokojnie samochodem, aż tu nagle ktoś zajeżdża ci drogę. Patrzysz na rejestrację, a tu ... no właśnie, na których kierowców Dolnego Śląska powinniśmy uważać najbardziej? DTR i te wszystkie inne powinny mieć się na baczności, a nie szaleją po wrocławskich drogach, myśląc, że im wszystko wolno. Panowie i Panie z DTR i innych - nie macie prawa myśleć, że tu jest tak samo bezpiecznie jak u was, gdzie macie raptem 3 skrzyżowania i 10 ulic w mieście. Trochę więcej kultury. - pisze na naszym forum internetowym "kierowca". Wszędzie znajdziecie takie talenty, a komentarze wrocławiaków w stylu "nie chcemy was tu" - odstawcie sobie na bok, bo jak widzę jak WY chamsko się na swoich własnych drogach zachowujecie, to się niedobrze robi. To już są szczyty chamstwa, kombinatorstwa - zwłaszcza z rana i po 16... Wielcy miastowi. - broni kierowców "dgr".
"Mieszkaniec DW" dodaje: Problem braku umiejętności prowadzenia auta lub doświadczenia faktycznie jest uzależniony od tego, gdzie dany kierowca porusza się na co dzień i nic tego nie zmieni. Jako kierowcy poruszający się w dużej, miejskiej dżungli możemy jedynie przejezdnym ułatwić i pomóc w poruszaniu się po mieście, pod warunkiem, że przejezdny kierowca wykazuje kulturę, a nie wciska się na siłę, zajeżdża itp., jak ma to miejsce obecnie i w takim zachowaniu upatruję awersję DW do DTR, DST, itp., którą również i ja czasem niestety przejawiam.
"Imperator" zauważa z kolei: A czy ty sobie zdajesz sprawę z tego, że mieszkańcy okolicznych miejscowości pracują we Wrocławiu i codziennie pokonują trochę kilometrów? Większość mieszkańców Wrocławia dojeżdża do pracy komunikacją miejską! Uwierz mi, to jest mit, że kierowcy spoza wrocławia jeżdżą gorzej od miejscowych. Mieszkałem w okolicy Trzebnicy i codziennie musiałem przejechać cały Wrocław aby dojechać do Smolca, Kamieńca, na Psie Pole. I tak przez10 lat I NIGDY NIE MIAŁEM STŁUCZKI.
Co na ten temat sądzą wrocławianie? Pan Jerzy Hetcker, kierowca z 25-letnim stażem opowiada:
- Jechałem kiedyś ulicą Hallera. Piątek, wieczór, padał deszcz. Nagle widzę w lusterku jakiegoś wariata, który zmienia pasy jak oszalały, wciska się na chama, na światłach słyszałem tylko pisk hamulców. W końcu i mnie wyprzedził, wolałem go puścić, niż narażać życie swoje i żony. To był kierowca z Trzebnicy, bo miał rejestrację DTR. Nic nie mam do trzebniczan, ale od tej pory uważam na tych kierowców bardziej niż na innych. Syn mi powiedział, że na kierowców z DTR mówi się, że są z Detroit, że chyba tacy sami niebezpieczni jak ci, co tam mieszkają.
Katarzyna Pelczarek mieszka w zachodniej części Wrocławia, więc najczęściej na drodze spotyka kierowców z Legnicy, Lubina, Polkowic, Środy Śląskiej.
- Ci z DSR to trochę takie gamonie, jeżdżą powoli, ciągle sie rozglądają, ale raczej nie stwarzają niebezpiecznych sytuacji. DPL - lepiej ściągnąć nogę z gazu i uważać, co robi. Miga, że będzie skręcał w lewo, a zjeżdża na prawy pas, hamuje bez powodu, bo się musi rozejrzeć, czy dobrze jedzie, albo pooglądać Wrocław. Jak widzę DLU - zapala się lampka "uważaj", bo ci z Lubina są najgorsi. Bezczelni, nie patrzą na znaki, na ograniczenia prędkości, na pomarańczowym tylko przyspieszają. Nieważne, z jaką prędkością jedziesz, na pewno zaczną cię wyprzedzać - opowiada Katarzyna.
Olek Juszczyk z Oleśnicy:
- Niestety, nie mam dobrego zdania o kierowcach z mojego miasta. Brak elementarnych podstaw lub po prostu brak przestrzegania przepisów powoduje, że w Oleśnicy nie jeździ się najlepiej. Chodzi mi głównie o takie momenty, jak objazdy dróg, sytuacje ekstremalne typu podtopienia ulic lub nagły atak zimy. W takich przypadkach kierowcy z Oleśnicy kompletnie nie stosują się do przepisów o ruchu drogowym, a na ulicach panuje zasada, kto większy ten lepszy czyli tzw. samowolka. Można jeździć po chodnikach, trawnikach, pod prąd, nie zważać na pieszych.
- Najgorsi są kierowcy, którzy myślą, że pozjadali wszystkie rozumy i zapominają, że kiedyś się uczyli jeździć: trąbią, jak ktoś wolniej jedzie, wyprzedzają na ciągłych. Jeszcze gorsi są kierowcy-śpiochy, którzy bardzo powoli ruszają, jak zmienia się światło na zielone. To niebezpieczne, zwłaszcza na wzniesieniach - mówi Sylwia Zajączkowska, świeżo upieczony kierowca z Wałbrzycha. |
|
|