Jedziesz spokojnie samochodem, aż tu nagle ktoś zajeżdża ci drogę. Patrzysz na rejestrację, a tu ... no właśnie, na których kierowców Dolnego Śląska powinniśmy uważać najbardziej? DTR i te wszystkie inne powinny mieć się na baczności, a nie szaleją po wrocławskich drogach, myśląc, że im wszystko wolno. Panowie i Panie z DTR i innych - nie macie prawa myśleć, że tu jest tak samo bezpiecznie jak u was, gdzie macie raptem 3 skrzyżowania i 10 ulic w mieście. Trochę więcej kultury. - pisze na naszym forum internetowym "kierowca". Wszędzie znajdziecie takie talenty, a komentarze wrocławiaków w stylu "nie chcemy was tu" - odstawcie sobie na bok, bo jak widzę jak WY chamsko się na swoich własnych drogach zachowujecie, to się niedobrze robi. To już są szczyty chamstwa, kombinatorstwa - zwłaszcza z rana i po 16... Wielcy miastowi. - broni kierowców "dgr".
"Mieszkaniec DW" dodaje: Problem braku umiejętności prowadzenia auta lub doświadczenia faktycznie jest uzależniony od tego, gdzie dany kierowca porusza się na co dzień i nic tego nie zmieni. Jako kierowcy poruszający się w dużej, miejskiej dżungli możemy jedynie przejezdnym ułatwić i pomóc w poruszaniu się po mieście, pod warunkiem, że przejezdny kierowca wykazuje kulturę, a nie wciska się na siłę, zajeżdża itp., jak ma to miejsce obecnie i w takim zachowaniu upatruję awersję DW do DTR, DST, itp., którą również i ja czasem niestety przejawiam.
"Imperator" zauważa z kolei: A czy ty sobie zdajesz sprawę z tego, że mieszkańcy okolicznych miejscowości pracują we Wrocławiu i codziennie pokonują trochę kilometrów? Większość mieszkańców Wrocławia dojeżdża do pracy komunikacją miejską! Uwierz mi, to jest mit, że kierowcy spoza wrocławia jeżdżą gorzej od miejscowych. Mieszkałem w okolicy Trzebnicy i codziennie musiałem przejechać cały Wrocław aby dojechać do Smolca, Kamieńca, na Psie Pole. I tak przez10 lat I NIGDY NIE MIAŁEM STŁUCZKI.
Co na ten temat sądzą wrocławianie? Pan Jerzy Hetcker, kierowca z 25-letnim stażem opowiada:
- Jechałem kiedyś ulicą Hallera. Piątek, wieczór, padał deszcz. Nagle widzę w lusterku jakiegoś wariata, który zmienia pasy jak oszalały, wciska się na chama, na światłach słyszałem tylko pisk hamulców. W końcu i mnie wyprzedził, wolałem go puścić, niż narażać życie swoje i żony. To był kierowca z Trzebnicy, bo miał rejestrację DTR. Nic nie mam do trzebniczan, ale od tej pory uważam na tych kierowców bardziej niż na innych. Syn mi powiedział, że na kierowców z DTR mówi się, że są z Detroit, że chyba tacy sami niebezpieczni jak ci, co tam mieszkają.
Katarzyna Pelczarek mieszka w zachodniej części Wrocławia, więc najczęściej na drodze spotyka kierowców z Legnicy, Lubina, Polkowic, Środy Śląskiej.
- Ci z DSR to trochę takie gamonie, jeżdżą powoli, ciągle sie rozglądają, ale raczej nie stwarzają niebezpiecznych sytuacji. DPL - lepiej ściągnąć nogę z gazu i uważać, co robi. Miga, że będzie skręcał w lewo, a zjeżdża na prawy pas, hamuje bez powodu, bo się musi rozejrzeć, czy dobrze jedzie, albo pooglądać Wrocław. Jak widzę DLU - zapala się lampka "uważaj", bo ci z Lubina są najgorsi. Bezczelni, nie patrzą na znaki, na ograniczenia prędkości, na pomarańczowym tylko przyspieszają. Nieważne, z jaką prędkością jedziesz, na pewno zaczną cię wyprzedzać - opowiada Katarzyna.
Olek Juszczyk z Oleśnicy:
- Niestety, nie mam dobrego zdania o kierowcach z mojego miasta. Brak elementarnych podstaw lub po prostu brak przestrzegania przepisów powoduje, że w Oleśnicy nie jeździ się najlepiej. Chodzi mi głównie o takie momenty, jak objazdy dróg, sytuacje ekstremalne typu podtopienia ulic lub nagły atak zimy. W takich przypadkach kierowcy z Oleśnicy kompletnie nie stosują się do przepisów o ruchu drogowym, a na ulicach panuje zasada, kto większy ten lepszy czyli tzw. samowolka. Można jeździć po chodnikach, trawnikach, pod prąd, nie zważać na pieszych.
- Najgorsi są kierowcy, którzy myślą, że pozjadali wszystkie rozumy i zapominają, że kiedyś się uczyli jeździć: trąbią, jak ktoś wolniej jedzie, wyprzedzają na ciągłych. Jeszcze gorsi są kierowcy-śpiochy, którzy bardzo powoli ruszają, jak zmienia się światło na zielone. To niebezpieczne, zwłaszcza na wzniesieniach - mówi Sylwia Zajączkowska, świeżo upieczony kierowca z Wałbrzycha. |
|
- Najpewniejszym miejscem dla przechowywania pieniędzy, dewiz, cenniejszej biżuterii, akcji i obligacji jest bank. Amatorzy cudzego mienia stosunkowo szybko znajdują ukryte precjoza i pieniądze w różnego rodzaju bieliźniarkach, torebkach po cukrze, czy też za obrazami.
- Nie zostawiaj kluczy pod wycieraczką, nie wieszaj ich także na szyi swej pociechy. Zabezpiecz należycie drzwi i okna swojego mieszkania, załóż dobre zamki. Wskazanym jest zamontowanie domofonu albo też instalacji świetlnej lub elektronicznej podłączonej do sąsiadów (z wzajemnością). Jeśli jesteś właścicielem domku jednorodzinnego, wykonaj solidne (lecz przejrzyste) ogrodzenie, kup psa, załóż oświetlenie na podwórku.
- Zanotuj na kartce lub w podręcznym kalendarzyku marki i typy posiadanych urządzeń, ich cechy charakterystyczne oraz numery fabryczne (radio, telewizor, magnetowid, aparat fotograficzny, rower, itp.) Te, które nie posiadają numerów, oznacz swymi inicjałami lub np. numerem telefonu albo datą urodzenia (w przypadku kradzieży lub zagubienia łatwiej będzie można je rozpoznać i udowodnić, że są naszą własnością).
- Nie afiszuj się swym bogactwem. Unikaj przygodnych znajomości, zwłaszcza zawieranych przy kieliszku, nigdy zaś w ten sposób poznanych ludzi nie zapraszaj do swego mieszkania, zwłaszcza jeśli mieszkasz samotnie.
- Uważaj na kręcących się po klatkach schodowych i w pobliżu domu ludzi. Zainteresuj się nimi, zapytaj kogo szukają, przyjrzyj się im, by zapamiętać wygląd.
- Przezorność może uchronić przed kradzieżą mienie twoje lub sąsiadów, zaś spostrzeżenia mogą być przydatne policji, gdyby do włamania doszło.
- Sprawdzaj tożsamość i wiarygodność obcych osób, przychodzących do twojego mieszkania np. w sprawie odkupienia starych zegarów lub książek, naprawy kaloryferów. Nie wpuszczaj bez uzasadnionych powodów nieznanych ci osób. Z policyjnych doświadczeń wynika, że prawie połowa kradzieży miała swój początek i źródło w nawiązywanych wcześniej tego typu kontaktach. Tacy niby-znajomi, nawet jeśli sami nie dokonują kradzieży, mogą przeprowadzać tzw. złodziejski wywiad i dzielić się ustaleniami z grupą, która dokonuje włamań.
- Nie toleruj w swym bloku mieszkalnym (na klatce schodowej, w piwnicy lub na strychu) istnienia melin pijackich, skupiających ludzi z marginesu społecznego.
- Współdziałaj zawsze z sąsiadami. Zwracaj uwagę także na ich mieszkanie. Podczas ich nieobecności interesuj się ludźmi stojącymi pod ich drzwiami, zwracaj uwagę na hałasy, niecodzienne odgłosy dochodzące z klatki schodowej, wynoszenie mebli lub sprzętów domowych przez osoby obce, którym nie towarzyszy nikt ze znanych sąsiadów.
- Opuszczając na dłużej mieszkanie (wczasy, odwiedziny znajomych, pobyt w szpitalu) nie zostawiaj widocznych oznak swej nieobecności. Poproś sąsiadkę, by podlewała kwiaty, otwierała na krótko okna, opróżniała skrzynkę z korespondencji, wieczorem włączała na jakiś czas światło w kuchni lub w którymś z pokoi.
- Ubezpiecz swoje mieszkanie, by w razie nieszczęścia chociaż częściowo mieć zrekompensowane straty.
źródło:naszemiasto |
|
Po 35 latach ciężkiej pracy, ledwie wystarcza na chleb. W takiej sytuacji, jak pan Tadeusz z Wałbrzycha, jest wielu emerytów. Jak przeżyć za 350 zł? Jak przeżyć za 350 złotych miesięcznie? – pyta ze łzami Tadeusz Olszewski z Wałbrzycha. Czuje się oszukany, przez państwo, rząd, przepisy... Przecież wiele lat uczciwie pracował... Emeryt dodaje, że przeżywa dramat. Ciężko pracował przez wiele lat, a teraz nie wie jak powiązać koniec z końcem. Zacząłem pracę w 1963 roku. Jako rzeźnik w zakładach mięsnych w Wałbrzychu. Tyrałem tam ciężko po 10-12 godzin dziennie – mówi. – Po 6 latach harówy zrobiłem kurs kierowców i przeszedłem do transportu – kontynuuje. Tam też nie było lekko. Jeździł przeważnie po 14, 16, 18 godzin dziennie. ieraz podczas jazdy łzy lały mu się ciurkiem na kierownicę. Bywało, że po wielu godzinach za kółkiem nie szedł nawet do domu, tylko spał na masce auta. Woził też szkodliwe odpady. oś w nim pękło zimą 1993 roku. O godz. 22.30, stojąc pod sklepem w Nowej Rudzie poczuł się źle. lekarze stwierdzili załamanie nerwowe. Przeszedł na rentę. Od pięciu lat jest na emeryturze. – Jak żyła żona to razem jakoś dawaliśmy radę. o jej śmierci mam na utrzymanie tylko 1160 zł swojej emerytury. Po zrobieniu opłat i wykupieniu leków zostaje mi 350 zł – wylicza Tadeusz Olszewski. Dodaje, że udaje mu się przeżyć tylko dzięki temu, że ma jeszcze na tyle siły, żeby na przykład zrobić coś komuś w ogrodzie. Ale udaje się dorobić parę groszy. Dwa życia straciłem w pracy i co z tego mam? Po 35 latach harowania ratuję się, żeby nie zostać Dziadkiem Altankowym – mówi wałbrzyszanin. Jego żal jest tym większy, że urodzony w obozie pracy w Niemczech, mógł wyjechać na zachód na tzw. pochodzenie. Nie chciał. Czuł się Polakiem i pragnął służyć ojczyźnie. Pukał już do wielu drzwi. Błaga choć parę groszy więcej do emerytury. Ale wszystko na nic. Traci już nadzieję na poprawę swojego losu, ale wie, że w takiej sytuacji jak on, jest wielu innych emerytów.– Rzecznik Praw Obywatelskich odpisał mi, że z ciekawością zapoznał się z moją historią, ale nie może udzielić mi pomocy, bo przepisy nie pozwalają. Odesłał mnie do pomocy społecznej lub sądu pracy. Sąd na moja prośbę o 200 zł podwyżki nie wyraził zgody, choć sędzina pokiwała głową ze współczuciem i powiedziała, że nie jestem bez szans – mówi Tadeusz Olszewski. Dodaje, że nie będzie już jednak chodził po urzędach i sądach. Jego marzeniem jest, żeby o takich problemach dowiedzieli się prezydent, premier, sejm. – Ciągle robią sobie podwyżki, a ja o takich pieniądzach nie mogę nawet pomarzyć. Gdyby miał więcej, to zrobiłbym mojej mamie skromny pomnik. Pracowała ciężko w niewoli niemieckiej, a nie doczekała się żadnego odszkodowania. Krzyż z drewna czy cementu dałby mi satysfakcję... Obydwoje służyliśmy ojczyźnie. Nie chodzę głodny, ale brak pieniędzy rzutuje na zdrowie. Dobrze byłoby przed śmiercią chociaż przygotować sobie godną mogiłę. Eksperci komentują: Eksperci alarmują, że nasze przyszłe emerytury będą niższe niż obecne. Coraz więcej młodych ludzi nie wierzy, że na emeryturze będą w stanie żyć godnie. Większość obawia się, że ledwie zwiąże koniec z końcem. Z wyników badań zrealizowanych przez CBOS wynika, że co trzeci Polak w tzw. wieku produkcyjnym nie wie, na jakim poziomie będzie żyć po zakończeniu kariery zawodowej. 37 % respondentów odpowiedziało, że emerytura z I i II filaru nie będzie dla nich wystarczająca. Tylko 4,3 % badanych wierzy, że po zakończeniu kariery będzie prowadzić tzw. godne życie...
źródło: Nasze Miasto |
|
|